Pojedynek Rafała Trzaskowskiego z Patrykiem Jakim już trwa. Dla obu tych polityków nie jest obojętne, kogo wystawi lewica w wyborach na prezydenta Warszawy. SLD rozmawia z Andrzejem Celińskim, a Partia Razem w porozumieniu z ruchami miejskimi wskaże swojego kandydata za dwa-trzy tygodnie.

Lewica znów nie była w stanie się dogadać między sobą, ale to naturalne - SLD bliżej do Platformy niż do Razem, którego znakiem rozpoznawczym jest kontestowanie III RP i wszystkich partii, które przez ostatnie trzydzieści lat rządziły Polską. Grzegorz Schetyna nie był w stanie z Sojuszem się dogadać w Warszawie i jest to jego porażka. Teraz zapewne analizuje skutki różnych scenariuszy po lewej stronie.

Kluczowe pytanie brzmi: gdzie PiS łowi wyborców poza twardym elektoratem i politycznym centrum? Odpowiedź: w ogródku SLD. Postkomunistyczny, tęskniący za PRL elektorat jest niechętny Platformie, a jednocześnie w głębi duszy konserwatywny w sferze obyczajowej, bo nowinki młodej lewicy go nie kręcą. Zabiegał o nich już Jarosław Kaczyński w kampanii wyborczej w 2010 roku, gdy wychwalał Edwarda Gierka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej