Po 15 miesiącach w Białym Domu jasne jest, że sojusznicy Ameryki nie mają sposobu na radzenie sobie z prezydentem Trumpem. A próbowano niemal wszystkiego.

Shinzo Abe, premier Japonii, pojechał do Mar-a-Lago zaraz po wyborach, gdzie odważnie rozegrał rundę w golfa. Niestety, nie zapewniło mu to żadnych szczególnych względów - nie uchroniło przed zapowiedziami Trumpa z początku roku, że podniesie cła na aluminium i stal, ani przed wprawiającymi w zakłopotanie prezydenckimi tweetami.

Również premier Wielkiej Brytanii Theresa May tuż po wyborach pospieszyła do Waszyngtonu, aby wyprosić "szczególne" relacje. Nie uchroniło to jednak również i jej przez atakami prezydenta na Twitterze. Co gorsza, jej zachowanie w Białym Domu, uwiecznione na fotografii, na której trzyma Trumpa za rękę, pozostaje do dziś przedmiotem kpin rodaków.

Angela Merkel, kanclerz Niemiec, zbyt poważna i prawdopodobnie zbyt przerażona, żeby czarować prezydenta, podjęła zaloty w kierunku jego córki. Zaprosiła Ivankę Trump do udziału w dyskusji panelowej, w której sama brała udział wraz z kilkoma innymi wyróżniającymi się polityczkami. W efekcie córka prezydenta wypadła głupio i nie na miejscu.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej