Do Prezydenta Polski,

ja, Simcha „Kazik” Rotem, jestem dumnym Żydem, jednym z powstańców warszawskiego getta, którzy ocaleli z piekła i wyjechali do Izraela świętującego w ostatnich dniach siedemdziesięciolecie istnienia.

Czytałem przemówienie, które Pan wygłosił podczas uroczystości 75. rocznicy powstania w getcie warszawskim. Poczułem się sfrustrowany, rozczarowany, a nawet zdumiony uporczywą nieznajomością najistotniejszej różnicy między cierpieniem narodu polskiego w wyniku nazistowskiej okupacji, cierpieniem, którego nie lekceważę, a systematycznym unicestwieniem moich braci i sióstr, polskich Żydów, przez niemiecką, nazistowską machinę zagłady, a także ignorowaniem faktu, że mieli w tym udział liczni przedstawiciele narodu polskiego.

Nie oskarżam narodu polskiego jako całości i wiem doskonale, że wśród synów narodu polskiego były tysiące „Sprawiedliwych wśród Narodów Świata” oraz wielu innych, niezidentyfikowanych jeszcze Polaków, ratujących Żydów w tym okresie. Każdemu z tych szlachetnych Polaków kłaniam się z wielkim szacunkiem i podziwem.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej