Problem, który w ostatnich dniach rozpala emocje w Rosji, jest dla władzy poważny i trudny. Na tyle, że w programie informacyjnym „Wieści w sobotę”, którym kremlowski kanał podsumowuje wydarzenia tygodnia, nawet o nim nie wspomniano. Połowę czasu antenowego poświęcono Aleksandrowi II, który półtora wieku temu w czasie wojny secesyjnej wsparł walczącą z Południem Północ, więc to dzięki carowi Stany Zjednoczone stały się Stanami Zjednoczonymi. A o Telegramie i o nieco aktualniejszej dziś dla Rosjan wojnie o internet – ani słowa.

I nie jest to dziwne. Moskwa nie przyznaje, że to jej spece od internetu robią zamieszanie na Zachodzie, wpływają na wybory nawet w USA, ale nie ukrywa dumy z wyczynów swoich hakerów. A tu, jak się okazuje, ci trzęsący światem piraci sieci okazują się nieporadni w starciu na własnym terytorium z jakimś Telegramem.

Założyciel Telegramu „nie dał się zwerbować”

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej