Premier Mateusz Morawiecki odwiedził rodziców protestujących w Sejmie i obiecał pieniądze, które uzyska z „daniny solidarnościowej” płaconej przez najbogatszych. Rozległ się krzyk, że rząd podnosi podatki. Jednak wyborcy PiS nie powinni się czuć oszukani, bo przecież Jarosław Kaczyński w „Dzienniku Zachodnim” już w 2011 roku mówił: „Trzeba się zwrócić do tej, niemałej, grupy ludzi naprawdę dobrze zarabiających. W Polsce jest też duża grupa ludzi, którzy podatków w ogóle nie płacą. Należy to grono zmniejszyć poprzez nowe ustawy podatkowe”.

Może niektórzy pamiętają, że to rząd Jarosława Kaczyńskiego dziesięć lat temu obniżył podatki dla najlepiej zarabiających, i w głowie im się nie mieści, że ktoś, kto podatki zmniejszał, teraz je zwiększy. Nie rozumieją zapewne, że istnieje coś takiego jak „prawda etapu”. Ciekawa jestem reakcji np. partii wicepremiera Jarosława Gowina, który mówił w 2016 roku, że „nie będzie żadnej próby podniesienia podatków” przez ten rząd. Ale może zagłosuje „bez przyjemności”, jak przy okazji ustaw sądowych.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej