Po wyborach 2010 roku, które Fidesz wygrał, uzyskując dwie trzecie mandatów parlamentarnych, przed Orbánem otworzyła się droga do demontażu systemu liberalnej demokracji i stworzenia instytucjonalnych podstaw autokratycznej władzy politycznej. Zwycięzca bierze wszystko – duch tej maksymy unosił się nad krajem, wypełniając całą dotychczas wolną przestrzeń polityczną.

Jakiekolwiek samoograniczenie byłoby dla Orbána oznaką słabości. Nowa władza nie dopasowała się do kolein systemu demokratycznego, lecz świadomie zmierzała w kierunku rządów autorytarnych. To był główny cel polityczny. Jaka wizja ustrojowa przyświecała rządzącym? Odpowiedź na pytanie była jasna: taka, w której władza, ideologicznie definiująca się jako podmiot „centralnego pola siłowego”, twórca „narodowej klasy średniej” i lider „walki o wolność narodu”, nie napotykając większych przeszkód, będzie w stanie realizować swoją wolę i osiągać swoje cele.

Pozostało 81% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej