Podatek solidarnościowy? Tak! W demokracji bogatsi muszą dzielić się z biedniejszymi. Ale w jaki sposób?

W feudalizmie biedniejsi zrzucali się na bogatszych. Chłopi płacili dziedzicom, mieszczanie feudałom, królowie papieżom. Bogactwo płynęło z dołu w górę, bo istotą systemu była hierarchia. Podatki tworzyły nierówności. Gdy hierarchia bogactwa rozmijała się z hierarchią społeczną – mieszczanie stawali się bogatsi od szlachty, a feudałowie od królów – feudalizm się walił.

Zasadą demokratycznego kapitalizmu jest równość, ale nie bezwzględna. Wymaga to utrzymania w ryzach różnic ekonomicznych. Gdy rosną ponad miarę, demokratyczny kapitalizm upada

Thomas Piketty pokazał parę lat temu, że z historycznego punktu widzenia rynkowe dochody z własności rosną szybciej niż te z pracy, co zwiększa nierówności, prowadząc do rewolucji, dyktatur i wojen.

Podatki są w demokracji m.in. po to, by niwelować nierówność. Powinny być więc solidarnościowe, a nie są. Duży w tym udział PiS-u. Za swoich poprzednich rządów obniżył PIT z 30 do 18 proc. i zniósł podatek spadkowy. Krok dalej poszła PO, podnosząc VAT, który najbardziej obciąża biedniejszych. PiS idzie dziś jeszcze dalej, obciążając podatkowo ubogi prekariat zatrudniony na umowach o dzieło i zlecenie. Program 500+ trochę to wyrównuje, ale wybiórczo. No i zje go inflacja.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej