Przed tygodniem premier Mateusz Morawiecki obiecał Polakom kolejne pieniądze z publicznej kasy. Pięć obietnic premiera ma kosztować grube miliardy, choć dokładnych liczb nie sposób podać, dopóki propozycje nie zamienią się w konkretne ustawy. Najbardziej konkretna był obietnica rozdania 300 zł na każde dziecko, które idzie do szkoły podstawowej lub średniej. Rodzice pieniądze dostaną w końcu sierpnia, dwa miesiące przed wyborami samorządowymi. Do wyborów jeszcze nie zapomną, komu to zawdzięczają.

Proste obliczenie pokazuje, że „kieszonkowe +” kosztować będzie budżet państwa, czyli podatników, około 1,2-1,4 mld zł. Znacznie taniej i skuteczniej można byłoby pomóc biedniejszym rodzinom skompletować wyprawkę szkolną, fundując podręczniki i przybory szkolne lub dając bony biedniejszym rodzinom do wykorzystania na cele szkolne. Takie rozwiązania nie miałyby jednak odpowiedniej siły politycznej. Prościej dać wszystkim – a nuż część wyborców odwdzięczy się przy urnach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej