Niedawno Adam Hofman, który przez kilka lat był specjalistą od politycznego wizerunku Prawa i Sprawiedliwości, doradzał premierowi Morawieckiemu w wywiadzie radiowym w RMF, by ten powrócił do języka, który niegdyś dobrze znał – języka finansów i korporacji. Wyprawy premiera na obszary historii czy polityki międzynarodowej kilka razy prowadziły do ambarasujących efektów.

Ale Mateusz Morawiecki po dwóch latach spędzonych w rządzie albo zapomniał korpojęzyka, albo nigdy nie był to jego język właściwy. Za to czuje się jak ryba w wodzie, posługując się językiem propagandowym. Jego przemówienie na konwencji PiS, trwające trzy kwadranse, w ogromnej części składało się z propagandowych ogólników. Premier wielokrotnie mówił o „drużynie biało-czerwonej”, o tym, że „Polska nie jest starą panną, a przeciwnie – jest najpiękniejsza”, wzywał do „ciężkiej pracy dla Polski” i oczywiście krytykował poprzedników. W ustach byłego doradcy Donalda Tuska i serdecznego znajomego wielu polityków PO określenie „ONI” – odnoszące się do Platformy Obywatelskiej – brzmiało co najmniej dziwnie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej