No i znowu udało się nam międzynarodowo skompromitować. W niedzielę Polska była jednym z dziewięciu członków Rady Bezpieczeństwa, którzy zwołali jej pilne posiedzenie dotyczące ataku chemicznego przeprowadzonego przez siły syryjskiego dyktatora Baszara al-Asada na bronioną przez rebeliantów Wschodnią Ghutę.

W ataku, w którym użyto najprawdopodobniej chloru, zginęło ponad 70 osób. Opinia publiczna na całym świecie znowu zobaczyła przerażające zdjęcia konających dzieci. Znowu, bo podczas wojny domowej w Syrii po broń chemiczną reżim sięgał m.in. w 2013 i 2017 r. W tym ostatnim przypadku prezydent USA Donald Trump zdecydował się na odpowiedź. Na bazę lotniczą, z której startowały samoloty wysłane z ładunkiem sarinu nad miasto w Chan Szejkun (gaz zabił ponad 70 osób), spadły amerykańskie pociski manewrujące.

CZYTAJ TAKŻE: Trump rozważa odwet za użycie sarinu, a Izrael atakuje w Syrii

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej