Mają rozmaite dodatki, na które „inni nie mogą liczyć w normalnych firmach”. Przy tablicy pracują 18, a nie 40 godzin tygodniowo „jak wszyscy porządni ludzie”. Latem nie prowadzą lekcji, kiedy „my maszerujemy na osiem godzin do biura, sklepu czy fabryki”. Takie zarzuty wobec nauczycieli padają często. Ale czy naprawdę z tych powtarzanych do znudzenia na forach internetowych argumentów wynika, że nauczyciele powinni zarabiać mało? Stawiani za wzór belfrowie z Finlandii w ciągu roku szkolnego prowadzą podobną liczbę lekcji co Polacy, a zarabiają zdecydowanie więcej i cieszą się szacunkiem.

Rodzice lubią mówić, że dzieci to inwestycja. Czas spędzony w szkole jest jej częścią. Ta inwestycja w dużej mierze zależy od tego, kim są nauczyciele, co potrafią, jak pracują. A skoro tak, to nam jako społeczeństwu – nawet tej bezdzietnej części – szczególnie powinno zależeć, by dzieci czas szkolny spędzały z ludźmi kompetentnymi i zmotywowanymi. I tu wracamy do pensji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej