GABRIELA ŁAZARCZYK, DOMINIKA WANTUCH: Minął rok od wejścia w życie tzw. lex Szyszko. W gminach mamy 3 mln drzew mniej.

HENRYK KOWALCZYK: Od stuleci tak się gospodaruje lasami. Nasadzenia trwają, więcej drzew przybywa, niż się ich wycina, o tym się zapomina. Sam wyciąłem drzewa na swojej działce i mam piękną zieleń. To jest proces – za kilkadziesiąt lat będziemy potrzebować drzew, więc zamiast czekać, aż stare obumrze, lepiej dziś zasadzić nowe. A najlepiej od razu dwa. Nikt nie będzie usuwał 40-letnich, zdrowych drzew, ale trzeba mieć świadomość, że za 60 lat i tak się połamią. Sadzimy więc nowe już dziś, by za 40 lat były piękne, a za 70 jeszcze piękniejsze.

Natomiast ustawa, o którą panie pytają, była projektem poselskim i nie można na jej karb zrzucić wycinki wszystkich drzew w Polsce. Dotyczyła osób fizycznych i nie miała żadnego wpływu na wycinki prowadzone w lasach czy na terenach należących do gmin.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej