Dla katolika to bardzo trudny moment. I przede wszystkim smutny. Nikt nie odmawia Kościołowi prawa do wyrażania swojej opinii. I nikt przy zdrowych zmysłach nie oczekuje, że Kościół nagle odrzuci swoje nauczanie i zgodzi się na przerywanie ciąży. To jest cenne, bo refleksja Kościoła, jego silna afirmacja życia zmusza do zastanowienia, jest odskocznią w pędzącym świecie.

Wyrażanie opinii, przypominanie o fundamentach wiary i o moralnych wartościach to jedno, a apelowanie do polityków o konkretne zmiany legislacyjne to drugie. Zwłaszcza gdy w tak wielu sprawach głos Kościoła był potrzebny i oczekiwany, a Kościół milczał, bo rzekomo nie chciał się mieszać do polityki.

Już nic nie będzie takie samo

Kościół musi widzieć, jak wielkie jest napięcie w polskim społeczeństwie, musi widzieć gorszące podziały i coraz mniej ewangeliczny język publicznej debaty. Musi widzieć wypełzające demony antysemityzmu i niechęć do obcych oraz kruszenie demokracji. I teraz postanowił do tych napięć dołożyć swoje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej