Był ważnym człowiekiem polskiej demokracji. Realizował w jej ramach etos „Tygodnika Powszechnego”: Jerzego Turowicza, Stanisława Stommy, Stefana Kisielewskiego. Składało się to na Kościół otwarty, realizm polityczny, niezależność ducha, dystans wobec świata intryg, a wreszcie poczucie honoru i humoru.

Był w nim elegancki świat ziemiaństwa, ale w wersji godności i patriotyzmu, a nie snobizmu z wysokiego urodzenia. Ten absolwent KUL, redaktor i publicysta „Tygodnika Powszechnego” był w rządzie Tadeusza Mazowieckiego tym ministrem, który przeobrażał dawne służby specjalne w ważną instytucję demokratycznego państwa. Przez wiele lat był senatorem.

Pisał mało, ale świetnie. Redagowany przez niego „Obraz Tygodnia” był twarzą ideową „Tygodnika”. Zapamiętałem jego znakomite eseje o gen. de Gaulle’u czy o interpelacji posłów Znaku w marcu 1968 r.

Krzysztof był dyskretnym autorytetem. Człowiek prawy, uczciwy i odważny zawsze wyczuwał, kiedy „szło nowe”. Był w permanentnym konflikcie z cenzurą i władzą, ale bywał też w sporze ze Stefanem Wyszyńskim. Cenił prymasa wysoko, bo rozumiał trud jego misji, ale sam chciał katolicyzmu bardziej otwartego w bardziej otwartej Polsce.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej