Stoję na dziedzińcu wawelskim z ważnym urzędnikiem z Watykanu. Właśnie do Polski przyleciał papież Franciszek i trwa ceremonia powitania. Z ważnym urzędnikiem przeżyliśmy wspólnie kilka pielgrzymek – był jeszcze w orszaku papieskim za Jana Pawła II – mamy wiele miłych wspomnień.

Prezydent Andrzej Duda wygłasza mowę powitalną. Ważny urzędnik z Watykanu nachyla się do mnie i pyta skonsternowany: – Czy prezydent zawsze improwizuje? Nie ma przygotowanego przemówienia?

Cóż mam powiedzieć. W trakcie kampanii zwolennicy kandydata Dudy fetyszyzowali jego umiejętności przemawiania bez kartki. Okazało się, że ta umiejętność należy do niezbędnych kompetencji głowy państwa. Jego konkurent Bronisław Komorowski często z kartki korzystał, co było powodem kpin i bezpardonowych żartów.

Przypomniało mi się to wydarzenie, gdy słuchałam prezydenta Dudy w Kamiennej Górze na Dolnym Śląsku. Prezydent przemawiał oczywiście bez kartki. I nagle padły dziwne słowa: – Bardzo często ludzie mówią: „Ach, po co nam Polska, Unia Europejska jest najważniejsza”. Przecież państwo wiecie, że bywają takie głosy. To niech sobie ci wszyscy przypomną 123 lata zaborów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej