Potem dwóch nieznanych parlamentarzystów PiS złożyło w tej samej sprawie interpelacje do dwóch ministrów: kultury i dziedzictwa narodowego oraz nauki. Podstawowym zarzutem pod adresem prof. Bilewicza było wyrwane z kontekstu zdanie, że człowiek może nie wiedzieć, że jest antysemitą. Innym zarzutem był brak podstaw do formułowania tezy o wtórnym antysemityzmie. Bardziej oczytani wiedzą, że człowiek może nie wiedzieć, że mówi prozą, a nawet, że jego poglądy i poczynania to czystej wody darwinizm społeczny. Bardziej oczytani wiedzą i to, że postępowanie ludzi ma swoje intencje i swoje konsekwencje. Intencje są zwykle ukryte przed obserwatorem, konsekwencje są zazwyczaj jawne.

Nie przypadkiem mówi się o poznawaniu po owocach. Okazuje się, że do zrozumienia tej prostej prawdy potrzebna jest dobra wola. Parlamentarzyści poszli jednak dalej – uznali, że pojęcie antysemityzmu wtórnego nie ma podstaw naukowych. Czyżby oznaczało to zachętę do rozstrzygania o prawdzie naukowej parlamentarną większością głosów?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej