Co się stało, to się nie odstanie. W marcu 1944 r. odziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich spacyfikowały polsko-ukraińską wieś Sahryń na Chełmszczyźnie. Zabito 606 ludzi, w tym prawie 400 kobiet i dzieci.

Tak wielka nadreprezentacja wśród ofiar ludzi bezbronnych – straty atakujących to 1 zabity, 1 rozstrzelany za niesubordynację i kilku rannych – świadczy, że to nie było starcie wojskowe, ale masakra cywilów – zauważył Igor Hałagida z Uniwersytetu Gdańskiego i tamtejszego oddziału IPN. Rezultaty swych kilkuletnich badań profesor opublikował w naukowym periodyku Instytutu.

Z Sahrynia mamy też relację z pierwszej ręki. Przeczytajmy, co opublikował na emigracji w Londynie żołnierz BCh ukryty pod pseudonimem „Waldemar Lotnik”:

„Mieliśmy rozkaz zabijać wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni. Co robić z cywilną ludnością, rozkazów nie było, dlatego dla tych w oddziale, którzy byli spragnieni krwi, było jasne, że mogą zabijać i gwałcić, kogo chcą i jak chcą. Ukraińcy robili naszym ludziom jeszcze gorsze rzeczy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej