Jeżeli spojrzałeś na nagłówki gazet, to już zdajesz sobie sprawę ze straszliwego zamieszania, które w wyniku niedzielnych wyborów nastąpiło we włoskim krajobrazie politycznym. Być może poznałeś już narracje o „kłopotach dla Europy” i o „wygranej populistów”. Zanim jednak przejdziesz dalej, pozwól, że spróbuję jeszcze bardziej skomplikować całą tę historię.

Główny beneficjent tych wyborów, eklektyczny Ruch Pięciu Gwiazd, wcale nie jest typową, antyimigracyjną, antyeuropejską, skrajnie prawicową ani skrajnie lewicową partią. Jest za to inną wersją, chociaż odmienną pod względem języka i postawy, partii En Marche Emmanuela Macrona, która zmiotła przeciwników w ostatnich wyborach prezydenckich i powszechnych we Francji.

Obie te partie starają się wyjść poza tradycyjne podziały na „lewicę” i „prawicę”. Obie są tworami internetu. Umożliwił on powstawanie w różnych miejscach wirtualnych powiązań między rozmaitymi ludźmi, którzy nigdy się ze sobą nie zetknęli.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej