W sprawach polityki historycznej, relacji z Izraelem i z Żydami, z Ukrainą, a nawet z USA nie będzie powrotu do stanu sprzed 26 stycznia, kiedy to PiS, Kukiz’15 i PSL przegłosowały zmiany ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Zbyt wiele padło słów i przywołano demonów, by uznać, że będzie business as usual. Tym bardziej że na szczytach władzy obowiązuje rozkaz: ani kroku wstecz.

Sytuacji nie naprawi ani nowela zgłoszona przez Platformę Obywatelską (generalnie słuszna, lecz PiS jej oczywiście nie poprze), ani skarga prezydenta do Trybunału Konstytucyjnego. Andrzej Duda położył nacisk na zapewnienie swobody wypowiedzi (szczególnie świadków Holocaustu), badań naukowych i działalności artystycznej. A także na większą precyzję sformułowań „ukraińscy nacjonaliści” i „Małopolska Wschodnia”. Pominął inne aspekty, w tym fundamentalną kwestię wpisania narodu polskiego jako podmiotu do prawa karnego.

Na wyrzucenie ustawy do kosza nie pozwolą pogromcy „pedagogiki wstydu”, endecy z PiS i Kukiz’15, tzw. środowiska kresowe i radykalni nacjonaliści. Za bardzo zbliżyli się do zamierzonego celu, by ustępować pod wpływem tych, przeciwko którym skierowana jest nowelizacja.

Na zmianę prawa nie pozwoli też Rosja - ukryty współautor ustawy.

Kwestia żydowska i jej lustro

PiS na razie nie wyprowadził Polski z Unii i NATO, więc podlegamy prawu międzynarodowemu. Zatem osoby lub instytucje oskarżone na mocy ustawy będą uczestniczyły w rozprawie sądowej, a nie w seminarium naukowym, wiecu politycznym czy debacie nad uchwałą parlamentu. Wyrok zapadnie na podstawie przepisów prawa i ich wykładni obowiązujących w III RP, a nie w przedwojennym prawie polskim czy też w PRL.

Polski i europejski porządek prawny wyrasta z doświadczeń II wojny światowej, zwłaszcza naczelnej zasady: nigdy więcej idei i praktyk prawnych (właściwie bezprawnych), które wprowadziły państwa totalitarne - sprawcy wybuchu wojny.

Chodzi, po pierwsze, o odrzucenie etnicznego lub rasowego kryterium obywatelstwa, stąd bezwarunkowe przyjęcie zasady obywatelstwa jako jedynego kryterium przynależności do narodu - wspólnoty wszystkich obywateli. Tak jak to zapisano w preambule polskiej konstytucji.

Po drugie, o poszanowanie praw mniejszości narodowych i etnicznych. Z uzupełnieniem, że prawa te przysługują poszczególnym obywatelom, a nie całej mniejszości jako grupie. Aby nie powtórzyło się rozgrywanie karty mniejszości narodowych dla destabilizowania jakiegoś państwa przez sąsiada lub agresywne mocarstwo.

Po trzecie, o uznawanie wyłącznie odpowiedzialności indywidualnej, a nie zbiorowej. Stosowanie tej drugiej jest uznawane za zbrodnię przeciwko ludzkości.

Po czwarte, o nienaruszalność terytorialną państw jako podstawową zasadę ładu międzynarodowego, co ma dziś znaczenie fundamentalne, gdy Zachód używa różnych instrumentów do powstrzymania Putina.

W przekładzie na przepisy ustawy o IPN zasady te oznaczają, że gdyby ktoś oskarżył autora stwierdzenia, iż w Jedwabnem Polacy zamordowali żydowskich sąsiadów, to na ewentualnej rozprawie sądowej nie może zapaść inny wyrok niż uniewinniający.

W świetle prawa w Jedwabnem zginęli Polacy z rąk innych Polaków, przy czym ofiary były Żydami z pochodzenia, a sprawcy - etnicznymi Polakami. Właśnie takie orzeczenie wydali prokuratorzy z IPN w 2003 r.

Więcej, w świetle tych ustaleń IPN ewentualna skarga na tych, którzy mówią o polskich sprawcach mordu, powinna zostać oddalona jako bezprzedmiotowa. Ponadto prokuratura, szczególnie ta z IPN, powinna wszcząć postępowanie z urzędu przeciwko tym, którzy zaprzeczają zbrodni popełnionej na narodzie polskim w Jedwabnem. A gdyby prokuratura stosowała obstrukcję, wówczas obywatele mają wręcz obowiązek wystąpić na drogę sądową przeciwko takiemu prokuratorowi, a więc państwu polskiemu. Najpierw do sądów w Polsce, a gdyby one miały „wątpliwości” - do sądów międzynarodowych.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej