Osławiona nowelizacja ustawy o IPN wynosi nacjonalistyczną dumę do rangi państwowej doktryny i dopuszcza karanie tych, którzy nie zechcą się jej poddać. Mamy więc do czynienia z projektem fundamentalnego zwrotu cywilizacyjnego: od narodu obywateli do narodu pod rządami nacjonalistycznych reguł i elit. Tak ma się dopełnić władza PiS.

Opozycja popełnia straszliwy błąd, nie dostrzegając wewnętrznych i zewnętrznych konsekwencji tej operacji. Jakby nie pojmowała, że udany montaż nacjonalizmu oznacza, niezależnie od tego, komu przyjdzie sprawować rządy, trwały demontaż demokratycznych zasad, bo nie da się przyjaźnie sprząc obu tych porządków. Lewicowi i liberalni politycy zbyt słabo zdają sobie też sprawę z tego, że Polska nacjonalistyczna to Polska skłócona z Zachodem, w tym z USA, Ukrainą i prawdopodobnie sąsiadami na południu.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Kaczyński odrzuca antysemityzm, ale przygarnia antysemitów

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej