Kiedy jednak taka postawa wkrada się do głównego nurtu w krajach europejskich, potrzeba nieco głębszej analizy. Pominę tu ludzi, którzy w krajach Europy Środkowej chcą wprowadzić autokratyzm - ostatnio wyłażą ze skóry, żeby udowodnić, że dawne stereotypy trzymają się mocno.

Zamiast się nimi zajmować, chcę napisać o rozsądnej, pragmatycznej Wielkiej Brytanii, w której obydwie główne partie polityczne zaczęły uprawiać zdecydowanie niebrytyjskie formy spiskowego i paranoidalnego myślenia.

Na skrajnej lewicy już od pewnego czasu pojawiały się dziwaczne formy antysemityzmu. Były burmistrz Londynu, Ken Livingstone, zasłynął m.in. tym, że porównał żydowskiego dziennikarza do nazisty. Oskarżał też Żydów o kolaborację z Hitlerem, co skończyło się zawieszeniem go w Partii Pracy.

Ale teraz Livingstone wrócił. W przesuwającej się coraz bardziej na lewo partii zdarzają się spory np. na temat zaproszenia człowieka zaprzeczającego Holocaustowi na event towarzyszący konferencji partyjnej czy wokół kandydata do jednej z rad samorządowych, który zamieszczał antysemickie komentarze. To samo zresztą robił członek Labour Muslim Network - muzułmańskiej organizacji działającej przy Partii Pracy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej