Tzw. efekt Streisand jest jednym z dziwacznych skutków ubocznych ery internetu. Wziął nazwę od nazwiska piosenkarki i aktorki – starała się zapobiec rozpowszechnieniu zdjęcia swego domu w Malibu w Kalifornii, wskutek czego jedynie znacznie częściej je oglądano – a występuje wtedy, kiedy próba ukrycia czegoś przed publicznym widokiem lub ocenzurowania kończy się całkowitym niepowodzeniem i prowadzi do tego, że to coś staje się dużo bardziej znane.

„Efekt Streisand” występuje teraz na dużą skalę w Polsce, gdzie władza, równie niekompetentna, co złowroga, przyjęła ustawę, zgodnie z którą przestępstwem zagrożonym karą więzienia byłoby użycie określenia „polskie obozy śmierci” i innych, które wskazywałyby, że naród polski ponosi odpowiedzialność za Auschwitz i za inne obozy zbudowane w Polsce przez hitlerowców.

Pozostało 81% tekstu
Twoja przeglądarka nie ma włączonej obsługi JavaScript

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Pełne korzystanie z serwisu wymaga włączonego w Twojej przeglądarce JavaScript oraz innych technologii służących do mierzenia liczby przeczytanych artykułów.
Możesz włączyć akceptację skryptów w ustawieniach Twojej przeglądarki.
Sprawdź regulamin i politykę prywatności.