Był rok 2010, może 2009, nieważne. Instytut Polski w Rzymie organizował kolejną edycję Dni Pamięci i Dialogu – autorskiego festiwalu kultury i historii Żydów polskich. Zaprzyjaźniony dziennikarz wielkiego włoskiego dziennika, który chętnie i życzliwie śledził nasze inicjatywy, w obszernym artykule, w którym omawiał wszystkie wydarzenia, użył nieopatrznie sformułowania „polskie obozy koncentracyjne”.

Ambasador był zdania, że trzeba zrobić awanturę. Ja – że lepiej pójść z kochanym, dobrym Giuseppe na obiad, wytłumaczyć, na czym polega jego błąd i dlaczego ten błąd jest bolesny.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej