Po 1989 r., a zwłaszcza po wejściu Polski do Unii Europejskiej, na prawie wszystkich granicach mieliśmy sąsiadów zaprzyjaźnionych, z którymi nie dzieliły nas istotne spory. Mamy też, a przynajmniej mieliśmy, bardzo poprawne, nawet przyjacielskie relacje z Izraelem, które pielęgnowali kolejni prezydenci i kolejne ekipy rządowe. Wystarczyły dwa lata polityki Prawa i Sprawiedliwość, byśmy skłócili się z Niemcami, Francją, Ukrainą, instytucjami unijnymi, a teraz z Izraelem.

W piątek 26 stycznia w Sejmie przegłosowana została nowelizacja ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej – Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Wprowadziła obok zbrodni komunistycznych i nazistowskich kategorię „zbrodni ukraińskich nacjonalistów i ukraińskich formacji kolaborujących z III Rzeszą”. Czy były takie zbrodnie? Oczywiście. Czy jest sens zapisywania tego w ustawie, gdy Ukraina z trudem walczy o utrzymanie niepodległego państwa? Najmniejszego.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej