Sejm Rzeczpospolitej wymyślił projekt nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Trzeba doprawdy niezłego zestawu geniuszy, by kilkoma zapisami, zachwalanymi najczęściej przez deputowanych od Kukiza, PiS i PSL, rozeźlić pół świata, od Tel Awiwu przez amerykańskie organizacje żydowskie po Kijów.

O tym, że Żydom nie będzie wolno mówić publicznie (ale też prywatnie, w sejmowej debacie sugerowano, by słowa wypowiedziane w domu nie zwalniały z odpowiedzialności), że ich przodków sprzedali gestapo polscy szmalcownicy, już napisano kilka dobrych tekstów. Oraz o tym – co ironicznie z trybuny Sejmu powiedział Stefan Niesiołowski – że za książkę „Sąsiedzi” nasze narodowe komando powinno porwać Jana Tomasza Grossa, jak niegdyś Izraelczycy porwali Eichmanna.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ: Kryzys w stosunkach polsko-izraelskich. Poszło o ustawę o IPN i "polskie obozy śmierci"

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej