Gdy urodzi się niepełnosprawne lub ciężko chore dziecko, jego rodzice bardzo szybko przekonują się, że od tego dnia nic w ich życiu nie będzie takie, jak było. Szok, strach, bezsilność obejmują nad nim władzę. Nieraz tak dalece, że jedno z nich odchodzi, mówiąc: „Nie będę umiał żyć pod jednym dachem z taką roślinką”. To cytat. Jedna z bohaterek mojego radiowego reportażu usłyszała takie właśnie słowa.

Czym się przede wszystkim martwią rodzice? Przyszłością, a konkretnie tym, czy dadzą radę chore dziecko rehabilitować, edukować, leczyć i zadbać o nie, gdy będzie dorosłym człowiekiem, ale nadal potrzebującym stałej opieki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej