Jasne, projekt "Ratujmy kobiety" nie miał szans przy obecnej arytmetyce sejmowej. Koniec końców i tak trafiłby tam, gdzie właśnie wysłali go posłowie - do kosza. Jak nie w pierwszym, to w trzecim czytaniu. Ale bez skierowania tego projektu do komisji w Sejmie pozostanie tylko jedna ustawa - zaostrzająca i tak już restrykcyjny w Polsce zakaz aborcji. 

Tymczasem była realna szansa, żeby - przynajmniej raz - dać szansę na kolejne wystąpienie w Sejmie Barbarze Nowackiej, w którym wyprostowałaby wiele manipulacji, kłamstw i mitów dotyczących przerywania ciąży. Tak merytorycznego, profesjonalnego wystąpienia jak to Nowackiej ze środy w Sejmie nie było dawno.

I długo nie będzie.

Posłowie Kukiz’15 - Tomasz Rzymkowski i Bartosz Józwiak - złożyli wniosek o odrzucenie obywatelskiego projektu w pierwszym czytaniu. Tak, w tym zdaniu nie ma błędu. Ugrupowanie, które deklaruje zwiększenie roli obywateli w procesie tworzenia prawa jest za bezwarunkowym uruchomieniem sejmowej niszczarki. Paradne, ale nie do nich można mieć największe pretensje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej