Już raz PiS był w tym miejscu co dzisiaj. We wrześniu 2016 r. Sejm zajął się dwoma projektami społecznymi ustaw. Organizacje kobiece wraz z lewicą zgłosiły projekt liberalizacji dotychczasowych restrykcji antyaborcyjnych, a fundamentaliści religijni - zniesienie nawet tych trzech przypadków, w których aborcja jest dziś (często tylko w teorii) legalna: gdy jest zagrożone życie i zdrowie kobiety, gdy ciąża jest wynikiem czynu zabronionego oraz w razie ciężkiego i nieodwracalnego uszkodzenia płodu.

PiS-owska większość sejmowa zachowała się wtedy w sposób skrajnie stronniczy. Projekt fundamentalistów skierowała do dalszych prac w komisjach, a projekt kobiet wyrzuciła do śmieci. Było to nie tylko preferencyjne traktowanie skrajnej prawicy katolickiej, ale także złamanie obietnicy wyborczej PiS, że w pierwszym czytaniu nie będą odrzucane projekty kierowane do Sejmu drogą społeczną (czyli z podpisami co najmniej 100 tys. obywateli).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej