Wówczas, reagując na oficjalny komunikat o reelekcji prezydenta Mahmuda Ahmadineżada, setki tysięcy zwolenników kandydatów opozycji wyszły na ulice, głównie w Teheranie, by protestować przeciwko wyborczemu fałszerstwu. I choć demonstracje były w znacznym stopniu pokojowe, władze zareagowały natychmiast z wielką brutalnością: w ciągu pierwszego tygodnia zginęło co najmniej 47 demonstrantów. Dokładne dane nie są dostępne, lecz szacuje się, że łącznie, podczas pięciu miesięcy protestów, zginęło od 70 do 250 osób. Władze twierdzą, że były też ofiary po stronie sił porządkowych, zwłaszcza bojówkarzy basidżi – ale nigdy nie przedstawiły na ten temat wiarygodnych informacji.

Obecne manifestacje od początku mają gwałtowny charakter, z paleniem samochodów i budynków oraz atakami na posterunki ochotników basidżi, policji i wojska, mimo to jednak oficjalna liczba ofiar po tygodniu jest mniejsza i wynosi 21 osób. Odzwierciedla to zapewne wyraźnie mniejszą liczbę ich uczestników: w zamieszkach w różnych miejscach kraju uczestniczą każdorazowo setki czy też tysiące ludzi, lecz nie setki tysięcy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej