W polskim systemie politycznym Ryszard Czarnecki (dawniej ZChN i Samoobrona, dziś europoseł Prawa i Sprawiedliwości) pełni funkcję błazna. Absolutnie nie mam zamiaru pana posła w ten sposób obrazić. Błazen w polityce jest istotną postacią, nadaje jej lekkości, używając anegdot, tłumaczy zawiłe kwestie, łagodzi napięcia, spuszcza powietrze z kolegów traktujących pracę zbyt poważnie. Ryszard Czarnecki mógłby szczególnie w dwóch ostatnich kwestiach bardziej się przykładać, ale i tak jego dorobek należy docenić.

Nikt tak jak on nie potrafi rozbawiać publiczności wciskaniem się podczas ważnych uroczystości za prezydencką parę. Nic nie wywołuje takiej wesołości, jak widok stojącego przed kamerą Czarneckiego, który z kamienną twarzą kadzi prezesowi PiS Jarosławowi Kaczyńskiemu, za każdym razem przekraczając, wydawałoby się, nieprzekraczalne granice lizusostwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej