Już, już – po telefonie od ważnego polityka z Nowogrodzkiej – było pewne, że Macierewicz straci MON. Chwilę później informację zdementował inny polityk z Nowogrodzkiej. Minister Waszczykowski musiał w trybie pilnym wracać z Brukseli, co tylko potęgowało plotki, że wraca po dymisję. Ale został.

Nikt nie miał złudzeń, że władza chce odwrócić uwagę od ostatecznego dobijania sądów oraz manipulacji w ordynacji wyborczej. Udało się połowicznie, ale jednak energia społecznego sprzeciwu została osłabiona. I nawet trudno mieć sobie za złe, że sami daliśmy się wpuścić. Bo jednak to, czy Macierewicz będzie nadal dbał o bezpieczeństwo, a Waszczykowski pozostanie twarzą dyplomacji – to również są ważne pytania.

Które znów padają: Macierewicz już się pakuje, ale nie, będzie silny jak nigdy. Waszczykowski? Tego to już w ogóle nie ma, a każdy jego wyskok to pożegnanie – a może właśnie sygnał?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej