Z okazji 100. rocznicy rewolucji na placu Czerwonym można oglądać dwie wystawy. Pierwsza, pod dającym do myślenia tytułem „Energia marzeń”, to spokojna i pełna wewnętrznej dumy opowieść o pierwszych latach rewolucji. W budynku Państwowego Muzeum Historycznego dymią kominy zakładów metalurgicznych, woda przelewa się przez korony potężnych zapór, pną się ku niebu wieżowce, a na archiwalnych filmach przed partyjnymi notablami paradują wyprężeni sportowcy. Najmniej na wystawie opowieści o kosztach: owszem, w kąciku widać zdjęcia zamarzniętych trupów, krwawego bilansu przemiany ustrojowej jednak poczuć nie sposób. Dominuje nad wyraz spokojny namysł nad siłą narodu radzieckiego, który przeistoczył się ze społeczeństwa chłopów w kraj klasy robotniczej. Nawet zgrzebny szynel Dzierżyńskiego wygląda tak niegroźnie, że nic, tylko się nim otulić i ruszyć w Moskwę, by wspominać z nostalgią rewolucyjne czasy.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej