Panie Prezydencie,

14 grudnia na uroczystym posiedzeniu Senatu Uniwersytetu Medycznego w Łodzi wręczono mi w Pana Imieniu odznaczenie państwowe, tj. Złoty Medal za Długoletnią Służbę. Jeszcze jakiś czas temu byłbym traktował ów fakt z należytą atencją; ten sięgający historycznie okresu II Rzeczypospolitej medal „przyznawany za wzorowe, wyjątkowo sumienne wykonywanie obowiązków wynikających z pracy zawodowej w służbie Państwa” byłby zwieńczeniem moich profesjonalnych związków z Uniwersytetem.

Niestety, wobec zjawisk i procesów zachodzących w mojej Ojczyźnie, w których ku rozczarowaniu wielu milionów Polaków bierze Pan aż nadto znaczący udział, nie mogę tego medalu przyjąć. Nie mogę przyjąć czegoś, co pochodzi z nadania człowieka, który jest z wykształcenia prawnikiem z cenzusem uniwersyteckim, a który w sposób świadomy łamie Konstytucję RP. Konstytucję, na którą przecież Pan przysięgał - i to deklarując publicznie poszukiwanie pomocy Boga dla jej przestrzegania!

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej