Do strategii politycznej Jarosława Kaczyńskiego, wbrew cmokierstwu jego fanów, przekonanych o przenikliwości prezesa, pasuje zawołanie: "Po nas choćby i potop". Dotyczy to zarówno polityki gospodarczej rządzącego ugrupowania, jak i - co gorsza - polityki zagranicznej. Kaczyński dla zachowania swej władzy jest skłonny zjeść przysłowiową  żabę i popełnić każdy grzech świecki, włącznie z trwałym zniszczeniem wizerunku Polski jako kraju demokratycznego, liberalnego i świadomego własnych zobowiązań.

Wiem, jak smakuje wojna

Mnie, wyznam szczerze, przeraziła, i to do szpiku kości, właśnie polityka zagraniczna. Polegająca, w największym skrócie, na schlebianiu  wszelkim narodowym izmom. Kuriozalne zapowiedzi o powstawaniu z kolan, zerwaniu z kondominium Rosji i Niemiec okazały się nie tylko głupimi i demagogicznymi hasłami, lecz przyoblekły się w konkretne czyny niszczące międzynarodowe umocowania Polski. I to te podstawowe, dające nam oddech polityczny i poczucie bezpieczeństwa. Czymże bowiem jak nie igraniem z losem można nazwać donośne domaganie się od Niemiec reparacji wojennych za II wojnę światową?

Pozostało 85% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej