Sondaże to obywatelskie lustro. Przeglądają się w nim partie, przeglądają wyborcy. Gdy staniemy przed nim w masce, zobaczymy maskę, a nie swoją twarz. I nie jest to wina lustra.

A jednocześnie sondażowe słupki są często absolutyzowane przez polityków i podkręcane przez media. Ostatnio wielu przeraził wynik PiS-u, który dobija nawet do 50 proc. poparcia wśród tych, którzy deklarują swój udział w wyborach. Ale nie warto truchleć. Warto wiedzieć, co te cyferki znaczą i od czego zależą.

Uważaj, władza ma cię na oku

Zacznijmy od tzw. ankietowanych. Czyli od nas.

Wszystkie badania sondażowe potrzebują atmosfery zaufania. Badany musi wierzyć, że jego odpowiedzi są naprawdę anonimowe i że za poglądy nie spotka go jakaś przykrość. Ludzie często mówią do ankietera: „No przecież pan zna moje nazwisko, adres, numer telefonu”. Wielu można przekonać spokojnym wyjaśnieniem – ale nie wtedy, gdy w relacjach obywatela z państwem pojawia się strach.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej