Inaczej wyglądałyby też pierwsze posunięcia nowego premiera. Nie zapowiadałby na antenie Telewizji Trwam, w pierwszym wywiadzie po swojej nominacji, że Polska jako wielki naród nie da się szantażować Unii Europejskiej. Mówiłby raczej - że chce rozmawiać, przekonywać, resetować.

PRZECZYTAJ TAKŻE: Exposé pokazało, jak słaby jest premier Mateusz Morawiecki

Na stanowisku szefa dyplomacji nie pozostawiłby Witolda Waszczykowskiego - symbolu upadku polskiej dyplomacji, polityka, który nie tylko nie łagodził konfliktu z Komisją Europejską, ale go swoją nieporadnością podsycał. W końcu nie pozwoliłby na to, by o jego zagranicznych spotkaniach informował media Ryszard Czarnecki, i to na dodatek błędnie. Wbrew słowom Czarneckiego Morawiecki spotka się z prezydentem Francji nie w Paryżu, ale w Brukseli, w kuluarach szczytu UE.

„Europa nas kolonizuje, źle traktuje”

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej