Magdalena Środa – filozof, etyk

Na różnych spotkaniach – a czas gorący, więc ludzie chcą się organizować, gadać, narzekać, pocieszać się – ciągle słyszę publiczne oświadczenia: „Nie jestem partyjny/partyjna”, które funkcjonują jak glejt uczciwości. Trochę tak, jakby ktoś chciał dać gwarancję: „Niczego nie ukradłem, nie jestem w spisku, mówię prawdę, dotrzymuję obietnic”. Partyjność to piętno.

Rozumiem, że piętnem jest należenie do PiS. Gdy to ugrupowanie będzie już zdelegalizowane z powodu łamania konstytucji, faszyzacji kraju i zastępowania demokracji innym ustrojem, przyznanie się do niego będzie prawdziwym wstydem. Ale dlaczego to odium dotyka inne partie?

Żyjemy w systemie politycznym, w którym partyjność stanowi niezbędny element skutecznego działania. To nie partie są złe, tylko ludzie, którzy – bywa – czynią z nich organizacje mafijne, rodzinne, układowe, zaborcze lub kompletnie martwe. I to trzeba zmieniać.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej