Przywykliśmy wszyscy do tego, że język debaty publicznej w Polsce w ostatnich latach ulega daleko posuniętej brutalizacji. Nie dziwi nas to, że liderzy rządzącego obozu oskarżają polityków opozycji o zbrodnie, zdradę i współczesną targowicę, że o obywatelach wyrażających swój sprzeciw wobec ich rządów mówią „gorszy sort”, „świnie oderwane od koryta” czy „trzecie pokolenie UB”.

Jednak nawet w tym zalewie brutalności tzw. ruch narodowy jest w stanie zaskoczyć najbardziej zgorzkniałych obserwatorów polskiej polityki. W sobotę w Katowicach kilka organizacji narodowych zorganizowało happening, w trakcie którego powieszono na szubienicach portrety europosłów głosujących za rezolucją Parlamentu Europejskiego wzywającą nasz rząd do przestrzegania zasady praworządności. Zdaniem narodowców takie głosowanie to zdrada główna, a kara za nią może być tylko jedna: śmierć. Happening przebiegł bez zakłóceń, na spokojnie obserwowała go policja, która nie znalazła żadnych podstaw do interwencji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej