Szczera wypowiedź prezydenta o relacjach z Antonim Macierewiczem może mieć  daleko idące konsekwencje polityczne. Po pierwsze, już widać, że wojna będzie trwała. Prezydent będzie konsekwentnie odmawiał nominacji generalskich, na których zależy ministrowi obrony, dopóki ten nie przywróci generałowi Jarosławowi Kraszewskiemu z Biura Bezpieczeństwa Narodowego dostępu do tajnych informacji. A minister obrony, jak widać, do cofnięcia zakazu wcale się nie pali. Nie tak dawno przecież beztrosko snuł rozważania, ile takie sprawdzanie generała może potrwać, i wyszło mu, że nawet rok. Cierpliwość prezydenta, jak widać, jest na wyczerpaniu. Ciągnący się przez rok konflikt będzie wyniszczający dla powagi urzędu prezydenta, dla BBN i w ogóle dla bezpieczeństwa państwa. Już ze strony PiS pojawiły się głosy, że generał powinien ustąpić. Ale to by oznaczało całkowitą porażkę prezydenta, na co ten ani nie chce, ani nie może sobie pozwolić.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej