Platforma zaczyna kluczyć. Po środowej debacie w Parlamencie Europejskim poświęconej łamaniu rządów prawa w Polsce PiS i po przyjęciu niezwykle ostrej rezolucji, która przybliża (choć tego jeszcze nie przesądza) nałożenie unijnych sankcji, PO zapowiedziała rozmowę z sześciorgiem swoich europosłów, którzy rezolucję poparli.

„Dyscyplinarka” ta jest reakcją szefów PO na zmasowany atak propagandzistów PiS w mediach narodowych i społecznościowych, w których polityków opozycji nazwano zdrajcami, pachołkami Niemiec, targowicą. Przyłączyli się wicemarszałkowie Sejmu, mimo że powinni dbać o powagę parlamentu. Ryszard Terlecki (PiS) wezwał europosłów PO, by w następnych wyborach „kandydowali z Niemiec”. Joachim Brudziński (PiS) nazwał europosłankę Różę Thun „von Thun”, wytykając jej, że ma za męża niemieckiego arystokratę.

O „zdrajcach z PO” przez cały piątek trąbiła TVP. „Wiadomości” cytowały nawet Zagłobę z „Potopu” mówiącego: „bodajś skonał w rozpaczy, zdrajco, po trzykroć zdrajco”. W końcu PiS zażądał od Platformy wyrzucenia europosłów z partii.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej