Chodzi oczywiście o podkomisję smoleńską powołaną w MON przez Antoniego Macierewicza wiosną 2016 r. Podkomisja jawności nie cierpi. Choć o tym, że 10 kwietnia 2010 r. na pokładzie tupolewa doszło do eksplozji, PiS mówi często i kategorycznie, to o dowodach na wybuch konsekwentnie milczy.

Nowy szef podkomisji dr Kazimierz Nowaczyk (pełni obowiązki po Wacławie Berczyńskim, który wyjechał do Ameryki, bo przyznał, że „wykończył” caracale) zapowiedział, że "nie będzie informowała, kto z nią współpracuje", bo „eksperci podkomisji są znieważani przez dziennikarzy i polityków”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej