Skończyło się grillowanie Beaty Szydło. Pani premier może odetchnąć z ulgą, oto wicemarszałek Sejmu Terlecki ogłosił w Radiu Kraków, że pozostaje ona premierem. Jak głupio muszą się czuć politycy PiS-u, którzy nie chcieli odpowiedzieć na pytanie, czy powinna stać nadal na czele rządu. W tyle głowy widzieli Jarosława Kaczyńskiego. Bali się, że może popełnią gafę, bo od kilku dni prezes zastanawiał się, czy nie ruszyć z Nowogrodzkiej w Al. Ujazdowskie.

Ale jak można byłoby wytłumaczyć społeczeństwu, że oto ukochana pani premier traci stanowisko, i to w chwili, kiedy znalazła się na 31. miejscu listy amerykańskiego „Forbesa” najbardziej wpływowych kobiet świata (na dziesiątym wśród polityczek). Doceniona została za program 500+, choć to przecież idée fixe Kaczyńskiego, który od lat powtarzał, że powinny się znaleźć pieniądze na dzieci (zaczął od tego, że to Unia powinna płacić 100 euro na każde dziecko).

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej