Jest coś niezwykle przygnębiającego w obserwowaniu Trybunału Konstytucyjnego, w tych udostępnianych w internecie relacjach z ogłaszania werdyktu. Wrażenie kompletnej amatorki, zupełnie jakby Trybunał zszedł do podziemia – co właściwie nie odbiega od prawdy.

Do tej pory sprawy były rozpatrywane na jawnych rozprawach. Przychodzili przedstawiciele Sejmu, Kancelarii Prezydenta, innych urzędów i przedstawiali swoje racje. I nieważne, że rozprawy wlokły się niemiłosiernie, a przemowy były długie.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej