Jak zapobiec drugiej kadencji PiS-u? Ilu ekspertów, tyle odpowiedzi na to pytanie. Jedni doradzali PO, by zintegrowała wokół siebie wszystkie siły oburzone autorytarnymi zapędami partii Kaczyńskiego. Inni wskazywali, że do pokonania Zjednoczonej Prawicy nie wystarczy pospolite ruszenie anty-PiS-u i straszenie Kaczorem dyktatorem – opozycja musi zacząć oferować Polkom i Polakom konkretne rozwiązania wychodzące naprzeciw ich potrzebom i interesom. Pojawiały się też sugestie, że sensowniejszym rozwiązaniem niż integracja całej opozycji pod jednym sztandarem jest jej podział na przynajmniej dwa odrębne, choć gotowe później do współpracy bloki – konserwatywno-liberalny skupiony wokół PO i centrolewicowy.

Wszystkie te analizy opierały się na jednym założeniu: że główny cios w hegemonię PiS-u przyjdzie z liberalno-konserwatywnego centrum zdominowanego przez Platformę. Patrząc na ostatnie sondaże i przewagę, jaką partia Kaczyńskiego regularnie notuje nad formacją Schetyny, to założenie powoli przestaje być oczywiste.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej