O negatywnych skutkach tzw. reformy oświaty powiedziano już niemało. Wielu znakomitych ekspertów oceniało – bez wyjątku negatywnie – kwestie programowe i efekt kumulacji roczników. Ale jest jeden wątek, który przewija się z rzadka: otóż reforma nie tylko pogorszy warunki w szkołach, nie tylko pogłębi różnice w poziomie nauczania, ale też koniec końców doprowadzi do prywatyzacji polskiej oświaty.

Minister Anna Zalewska, ogłaszając w mediach sukces, zaklina rzeczywistość.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej