W stanie wojennym komunistyczne władze próbowały zrobić z Lecha Wałęsy agenta bezpieki. Chciały skompromitować przywódcę ówczesnej opozycji przed komitetem Pokojowej Nagrody Nobla i skłócić podziemną „Solidarność”. Zaangażowano do tego służby specjalne, tajnych współpracowników i wynajęto fachowców od fałszerstw.

Wtedy operacja się nie powiodła. Dokończyło ją po 35 latach niepodległe państwo zawłaszczone przez zaprzysięgłych wrogów Wałęsy niemogących mu darować kluczowej roli, jaką odegrał w pokojowym zwycięstwie nad systemem.

Ich głównym celem jest operacja na polskiej pamięci, „napisanie historii na nowo”.

W tej nowej wersji Wałęsa ma być drobnym donosicielem, a Polska powstała po roku 1989 r. jest nic niewartym tworem o nazwie „ubekistan”.

Prawdziwą Polską jest dopiero państwo PiS.

Dlatego dziś Lech Wałęsa jest ścigany za „zbrodnię komunistyczną”, za to, że przed prokuratorem Instytutu Pamięci Narodowej nie chciał przyznać, iż pisał donosy „agenta Bolka” znalezione w 2016 r. w domu b. szefa MSW gen. Czesława Kiszczaka.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej