64-letni Stephen Paddock przyjechał do Las Vegas, wynajął pokój w hotelu na 32. piętrze, z dobrym widokiem na miejsce, w którym miał się odbyć koncert country, wniósł tam zapas legalnie kupionych karabinów i setki pocisków, po czym otworzył ogień do odległego o kilkaset metrów 20-tys. tłumu, zabijając co najmniej 59 osób i raniąc co najmniej 527. Nawet gdyby te 20 tys. mężczyzn, kobiet i dzieci było uzbrojonych w 20 tys. pistoletów, i tak nikt nie byłby w stanie powstrzymać napastnika strzelającego z takiej odległości i wysokości.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej