"Wróg napadł na Polskę z kraju ościennego". Podpalił dom, "ten, w którym mieszkasz – Polskę". A naród zakrzyknął: „Trzeba krwi!”, i do boju wystąpił orężem. Ale wróg miał przewagę, więc wkrótce "kolbami do drzwi załomotał". Polacy walczyli, ginęli w egzekucjach i na frontach – i tylko Żydom się jakoś wiodło. Wprawdzie musieli nosić opaski, zamknięto ich w gettach i ograbiono, ale wtedy Bóg zesłał im judenraty i Polaków. Dzięki judenratom zyskali samorząd, a Polacy rzucili się do ich ratowania, bo kształt nosa i odmienność religii zeszły na dalszy plan, a na pierwszy wysunął się chrześcijański obowiązek pomocy bliźnim.

Taką lekcję historii serwuje nam dziś – za pośrednictwem „Gazety Polskiej” – IPN ustami naczelnika Biura Edukacji Narodowej w lubelskim oddziale dr. hab. Tomasza Panfila.

Badacze zajmujący się Holocaustem oburzyli się ignorancją naukowca z KUL-u (który zresztą naukowo zajmuje się głównie heraldyką i Unią Europejską, nie Zagładą). A przecież to dobrze, że powiedział, co powiedział. To świetnie pokazuje, jakiego formatu ludziom PiS powierzył misję preparowania historii pod kątem własnych potrzeb. Oceny Panfila korespondują zresztą z optyką samego prezesa IPN dr. Jarosława Szarka, autora książeczek dla dzieci, w których sprowadza dzieje Polski do skrzydeł husarii, szlacheckich dworków i Jana Pawła II.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej