Duda nie posłuchał Kaczyńskiego i zamiast oddać mu całą władzę nad sądami, znaczną jej część postanowił wziąć dla siebie. Chce sam decydować, czy wygasi kadencje sędziów Sądu Najwyższego, którzy ukończą 65 lat. Chce też obsadzać Krajową Radę Sądownictwa, jeśli w Sejmie kandydaci nie uzyskają 3/5 głosów, i zaproponował zmianę konstytucji, by uzyskać takie prawo. Jednak na te projekty nie zgodziły się ani PiS, ani opozycja.

PiS już wcześniej puszczał przecieki, że te pomysły utrąci, jeśli odbiegną od oczekiwań Kaczyńskiego. Nawet za cenę zamrożenia sytuacji w SN i KRS. Zapowiedziom towarzyszyły zawoalowane pogróżki wobec prezydenta i przygotowania do ofensywy, która ma wdeptać go w ziemię i zmusić do posłuszeństwa. Sugerowanie, że prof. Michał Królikowski, ekspert od prezydenckich ustaw, jest zamieszany w przestępstwo, to przygrywka do takiego ataku. Zapowiadają go również wywiad Kaczyńskiego w „Sieci Prawdy” i tekst Jacka Karnowskiego, zwanego „piórem prezesa”, który jest długą listą prezydenckich win. Żeby elektorat PiS nie dziwił się „wojnie na górze”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej