Gdyby Duda chciał symbolicznie klęknąć przed Kaczyńskim, zrobiłby jedną prostą rzecz: zapisałby w swojej ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa wymaganą większość trzech piątych głosów w Sejmie przy wyborze członków KRS i jednocześnie oddał Senatowi prawo do ostatecznej decyzji w przypadku sejmowego pata. Prezydent upiekłby w ten sposób dwie pieczenie na jednym ogniu: z łatwością wytłumaczyłby elektoratowi, że przedstawił kompromisową propozycję, i jednocześnie udobruchał swoją macierzystą partię – bo to PiS ma większość w Senacie. Jeśli Duda tego nie zrobił, to znaczy, że białej flagi wywieszać nie chce.

PRZECZYTAJ TEŻ: Co zaproponował Duda. Najważniejsze propozycje prezydenta w sprawie ustaw o Sądzie Najwyższym i Krajowej Radzie Sądownictwa

Ba, wychodząc z bardzo ryzykowną propozycją zmiany konstytucji, złożył opozycji parlamentarnej propozycję: wy mnie trochę uwiarygodnicie, a ja w zamian zablokuję prezesa Jarosława. Ostentacyjne odrzucenie tej oferty powoduje, że Duda został na placu boju sam. I kwestią czasu jest, gdy zostanie spacyfikowany przez potężniejszego gracza z ul. Nowogrodzkiej. Czy będzie to korzystne dla opozycji? Bardzo wątpię. Jeśli za decyzją Nowoczesnej i Platformy stoi jakiś plan polityczny, jest on wewnętrznie sprzeczny. Dlaczego?

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej